Hej, zmieniłam ustawienia i już wszyscy mogą komentować na moim blogu.
Zapraszam :)
11/01/2014
10/01/2014
Barilioche, Argentyna
Kartusze zakupione, można ruszać na południe.
Jutro przemieszczamy się do Barilioche, przepięknego miasta z jeszcze wspanialszą okolicą, pełną jezior i natury. Od jutra kempingowanie i czyste szaleństwo, skończyły się wakacje pod gruszą :)
Jutro przemieszczamy się do Barilioche, przepięknego miasta z jeszcze wspanialszą okolicą, pełną jezior i natury. Od jutra kempingowanie i czyste szaleństwo, skończyły się wakacje pod gruszą :)
08/01/2014
Buenos Aires, Argentyna
No i jestem w mojej wymarzonej Argentynie.
Przepłynełam promem z Colonia del Sacramento. Nowa pieczątka w paszporcie i czas zacząć zwiedzanie.
Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne i jak narazie bez zmian. Ludzie uśmiechnięci, czysto, bez niepotrzebnego pośpiechu.
Jestem w chyba najbardziej imprezowym hostelu. Sylvain już do mnie dołączył a ja spędzilam bardzo miły czas z nowymi znajomymi z Anglii: Emily i Fredem.
Wczoraj udaliśmy sie na Recoleta - słynnego cmentarza, na którym znajduje się grób Evity.
Dziś natomiast San Telmo i La Boca. Jutro w planie Palermo i zakupy na Patagonie. Za 2 dni ruszamy już do Barilioche, nie mogę się doczekać :)
Przepłynełam promem z Colonia del Sacramento. Nowa pieczątka w paszporcie i czas zacząć zwiedzanie.
Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne i jak narazie bez zmian. Ludzie uśmiechnięci, czysto, bez niepotrzebnego pośpiechu.
Jestem w chyba najbardziej imprezowym hostelu. Sylvain już do mnie dołączył a ja spędzilam bardzo miły czas z nowymi znajomymi z Anglii: Emily i Fredem.
Wczoraj udaliśmy sie na Recoleta - słynnego cmentarza, na którym znajduje się grób Evity.
Dziś natomiast San Telmo i La Boca. Jutro w planie Palermo i zakupy na Patagonie. Za 2 dni ruszamy już do Barilioche, nie mogę się doczekać :)
05/01/2014
Punta del Diablo i Santa Teresa, Urugwaj
Troszkę się zaniedbałam w pisaniu. Czas nadrobić zaległości.
Po sylwestrze postanowiłam przenieść się do Punta del Diablo i tym samym rozdzieliliśmy się z Sylvainem.
Podróż nie była, ani przyjemna ani krótka, więc zaczęłam się zastanawiać czy to ma sens. Jednak we dwoje dużo łatwiej się podróżuje. Trochę niepotrzebnej paniki, bo przecież jestem doświadczonym samotnym podróżnikiem. Znam hiszpański, mam pieniądze, jestem w bezpiecznym Urugwaju. Wystarczyło parę chwil, żebym złapała wiatr w żagle.
W Punta del Diablo czekał mnie parokilometrowy marsz z plecakiem i poszukiwanie hostelu, bo wszystko było porezerwowane. Szczęśliwie udało mi się znaleźć jedno wolne miejsce, ale tylko na jedną noc.Dobra, jutro się pomyśli :) Następnego dnia był niepisany warunek: jak nie znajdę hostelu w ciągu 30 minut, łapię autobus do Montevideo.
Całe szczęście się udało, ale też tylko na jedną noc. oki, plan, zwiedzanie i jutro trzeba ruszać na zachód. Szkoda, bo Punta del Diablo jest śliczne.
W hostelu poznałam cudownych ludzi z Argentyny: Cecilia aka Monona, Vicki, Jimena i Luis, Li, German. Dziewczyny i Chłopcy podróżowali oddzielnie i wszyscy razem przypadkowo byliśmy w tym samym pokoju.
Spędziliśmy niezapomniany wieczór w rytmach salsy i smaku Farnet - wielkiej dumy Argentyńczyków. Pierwsze wrażenie po spróbowaniu, tak jakbym piła syrop na kaszel haha
Jak tylko pomyślałam, że już następnego dnia mamy się rozstać robiło mi się smutno. Jak się okazało moi nowi znajomi również nie mieli miejsca na kolejne dni.
Ok, spontaniczna decyzja. Zostajemy w Punta i śpimy na hamakach :)
Noc była wyjątkowo zimna i na kolejne dni trzeba było wymyśleć coś bardziej praktycznego. Tak też przenieśliśmy się do Santa Teresa - przepięknego parku krajobrazowego, który niestety z pewnością bym pominęła gdyby nie moi nowi znajomi.
W Santa Teresa zostaliśmy na 2 noce w namiocie. Wspaniałe jedzenie przygotowane na ognisku (parrilla). Swieża ryba, wymarzone towarzystwo, smak Farnet. oj dużo się działo. Przepiękna plaża, ogromny kemping w lesie. Mam nowe imię: Pola. Więc: soy Pola de Polonia :)
Aż łza w oku mi się zakręciła, jak wyjeżdżałam po łącznie 4 nocach spędzonych z tymi wspaniałymi ludźmi.
Niedługo się spotkamy w Cordoba. Wstępny plan, zwiedzanie połnocy Argentyny po Patagonii.
Muchas gracias Amigos :)
Po sylwestrze postanowiłam przenieść się do Punta del Diablo i tym samym rozdzieliliśmy się z Sylvainem.
Podróż nie była, ani przyjemna ani krótka, więc zaczęłam się zastanawiać czy to ma sens. Jednak we dwoje dużo łatwiej się podróżuje. Trochę niepotrzebnej paniki, bo przecież jestem doświadczonym samotnym podróżnikiem. Znam hiszpański, mam pieniądze, jestem w bezpiecznym Urugwaju. Wystarczyło parę chwil, żebym złapała wiatr w żagle.
W Punta del Diablo czekał mnie parokilometrowy marsz z plecakiem i poszukiwanie hostelu, bo wszystko było porezerwowane. Szczęśliwie udało mi się znaleźć jedno wolne miejsce, ale tylko na jedną noc.Dobra, jutro się pomyśli :) Następnego dnia był niepisany warunek: jak nie znajdę hostelu w ciągu 30 minut, łapię autobus do Montevideo.
Całe szczęście się udało, ale też tylko na jedną noc. oki, plan, zwiedzanie i jutro trzeba ruszać na zachód. Szkoda, bo Punta del Diablo jest śliczne.
W hostelu poznałam cudownych ludzi z Argentyny: Cecilia aka Monona, Vicki, Jimena i Luis, Li, German. Dziewczyny i Chłopcy podróżowali oddzielnie i wszyscy razem przypadkowo byliśmy w tym samym pokoju.
Spędziliśmy niezapomniany wieczór w rytmach salsy i smaku Farnet - wielkiej dumy Argentyńczyków. Pierwsze wrażenie po spróbowaniu, tak jakbym piła syrop na kaszel haha
Jak tylko pomyślałam, że już następnego dnia mamy się rozstać robiło mi się smutno. Jak się okazało moi nowi znajomi również nie mieli miejsca na kolejne dni.
Ok, spontaniczna decyzja. Zostajemy w Punta i śpimy na hamakach :)
Noc była wyjątkowo zimna i na kolejne dni trzeba było wymyśleć coś bardziej praktycznego. Tak też przenieśliśmy się do Santa Teresa - przepięknego parku krajobrazowego, który niestety z pewnością bym pominęła gdyby nie moi nowi znajomi.
W Santa Teresa zostaliśmy na 2 noce w namiocie. Wspaniałe jedzenie przygotowane na ognisku (parrilla). Swieża ryba, wymarzone towarzystwo, smak Farnet. oj dużo się działo. Przepiękna plaża, ogromny kemping w lesie. Mam nowe imię: Pola. Więc: soy Pola de Polonia :)
Aż łza w oku mi się zakręciła, jak wyjeżdżałam po łącznie 4 nocach spędzonych z tymi wspaniałymi ludźmi.
Niedługo się spotkamy w Cordoba. Wstępny plan, zwiedzanie połnocy Argentyny po Patagonii.
Muchas gracias Amigos :)
04/01/2014
Santa Teresa, Urugwaj
Chyba będę musiała popracować nad asertywnością, ponieważ nie potrafiłam oprzeć się zostania w Urugwaju trochę dłużej.
Poznałam super Argentyńczyków i dzisiaj wspólnie przenosimy sie do Santa Teresa, parku narodowego w pobliżu Punta del Diablo.
Wczorajsza noc była dosyć zabawna, ponieważ jest teraz cała masa turystów (styczeń jest jedynym miesiącem wakacyjnym dla Argentyńczyków i Urugwajczyków, więc jest istne szaleństwo). Ani ja, ani 6 osób z Argentyny, z którymi obecnie podróżuję nie mieliśmy miejsca w hostelu :) ale daliśmy radę, salsa do 6 rano, wschód słonca, spanie w samochodzie i na hamaku.
Oppa. no hay problema. Dziś zapowiada się spanie w namiocie na dziko, więc trzeba będzie urządzić małą siestę na plaży.
Poznałam super Argentyńczyków i dzisiaj wspólnie przenosimy sie do Santa Teresa, parku narodowego w pobliżu Punta del Diablo.
Wczorajsza noc była dosyć zabawna, ponieważ jest teraz cała masa turystów (styczeń jest jedynym miesiącem wakacyjnym dla Argentyńczyków i Urugwajczyków, więc jest istne szaleństwo). Ani ja, ani 6 osób z Argentyny, z którymi obecnie podróżuję nie mieliśmy miejsca w hostelu :) ale daliśmy radę, salsa do 6 rano, wschód słonca, spanie w samochodzie i na hamaku.
Oppa. no hay problema. Dziś zapowiada się spanie w namiocie na dziko, więc trzeba będzie urządzić małą siestę na plaży.
02/01/2014
Punta del Diablo, Urugwaj
To już ostanie zaplanowane miejsce w Urugwaju, które chciałam odwiedzić.
Małe, bardzo wyluzowane miasteczko, pełne wędkarzy.
Sylvain został w La Pedrera, a ja próbuję swoich sił w urugwajskiej grze "la cośtam" w Punta del Diablo.. Dobrze, że to gra bez pieniędzy, bo ni hoho rozumiem zasady :)
narazie pogoda nie dopisuje, ale jutro ma być słoneczko i więc pewnie będzie grany rowerek. Urugwaj jest zbyt fany by go opuszczać zbyt szybko, zwłaszcza, że w Argentynie już nie będzie Atlantyku, chyba jednak do Patagoni trzeba będzie iść przez Barilioche a nie wybrzeże. Zobaczymy...
La Pedrera i Cabo Polonio
Postanowiliśmy spędzić sylwestra w La Pedrera. W międzyczasie zrobiliśmy wypad jednodniowy do Cabo Polonio. Mini miasteczko, bez elektryczności. Trochę się zawiedliśmy, że jest aż tak turystyczne, ale jak niechcący odkryliśmy stado fok żyących na wolności bylismy mega miło zaskoczeni.
Wow, pierwszy raz w życiu widziałam foki na wolności i to jeszcze na wyciągnięcie ręki. aaaaa super.
Wycieczka stanowczo należy do mega udanych. Poniżej zdjęcia z Cabo Polonio.
Wow, pierwszy raz w życiu widziałam foki na wolności i to jeszcze na wyciągnięcie ręki. aaaaa super.
Wycieczka stanowczo należy do mega udanych. Poniżej zdjęcia z Cabo Polonio.
31/12/2013
Szczęśliwego Nowego Roku. Happy New Year
Kochani, życzę Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
Podobno w Polsce jest nawet całkiem wiosennie, za to u mnie lato pełną gębą. Słońce świeci aż za bardzo, ponad 30 stopni i piękne miasteczko La Pedrera w Urugwaju. Impreza zapowiada sie naprawdę całkiem przyjemnie. Jesteśmy w hippi hostelu, pół krowy jest już na ruszcie, a ja jeszcze wybieram się na plażę przed wieczorną imprezą. Nie wiem jak się ubrać, szorty, czy szorty hihi
Ciężkie jest życie podróżnika :)
buziaki
Jutro postaramy się przenieść do Argentyny, jak nam siły nie zabraknie.
Podobno w Polsce jest nawet całkiem wiosennie, za to u mnie lato pełną gębą. Słońce świeci aż za bardzo, ponad 30 stopni i piękne miasteczko La Pedrera w Urugwaju. Impreza zapowiada sie naprawdę całkiem przyjemnie. Jesteśmy w hippi hostelu, pół krowy jest już na ruszcie, a ja jeszcze wybieram się na plażę przed wieczorną imprezą. Nie wiem jak się ubrać, szorty, czy szorty hihi
Ciężkie jest życie podróżnika :)
buziaki
Jutro postaramy się przenieść do Argentyny, jak nam siły nie zabraknie.
29/12/2013
Urugwaj Urugwaj
Urugwaj nas nie zawiódł. Miałam wysokie oczekiwania co do ludzi, miejsc i jedzenia i jak narazie naprawdę daje radę.
Montevideo ma ponad milion mieszkanców, czyli prawie połowę ogólnej populacji. Dosyć zabawnie to wygląda jak się przemierza pareset kilometrów i widzi sie jedynie krowy :)
Są tu pyszne desery, coś na styl naszej polskiej krówki, czy kolumbijskiej arequipe. mniam, kolejne pare kilo do kolekcji. Dobrze, że niedługo zaczynamy ostry trekking, bo zmienie się w wielką lukrową krówkę.
Montevideo jest dosyć spokojnym miastem, czułam się tam wyjątkowo bezpiecznie. Ludzie sympatyczni, pomocni. Wszyscy chodzą z termosami, żeby ciągle zalewać sobie nową yerbamate. Zabawnie to wygląda, zwłaszcza przy ponad 30 stopniowym upale.
Teraz jesteśmy w Punta del Este, najbardziej turystycznym mieście w tym regionie. Prawda, ładnie tu, ale trochę jak nasz Hel. Wszyscy sa cool i pokazują ile to mają kasy. Brudni backpackerzy dosyć zabawnie tu wyglądają. My jesteśmy w najtańszym hostelu, który kosztuje nas 20 dolarów za noc w 10 osobowym pokoju. Na recepcji robilismy rezerwację, bo bez tego cena wynosiła 50 dolarów haha.
Poplażowaliśmy, co było średnio przyjemne przy tysiącach innych turystów i pochodziliśmy po molo. Trochę brakowało mi obcasów i sukienki, ale to może następnym razem :)
Dzisiaj przenosimy sie do La Pedrera, coś bardziej w naszym stylu, natura, pustkowie, małe miasteczko. Pewnie weźmiemy rowery i pojeździmy dookoła.
Montevideo ma ponad milion mieszkanców, czyli prawie połowę ogólnej populacji. Dosyć zabawnie to wygląda jak się przemierza pareset kilometrów i widzi sie jedynie krowy :)
Są tu pyszne desery, coś na styl naszej polskiej krówki, czy kolumbijskiej arequipe. mniam, kolejne pare kilo do kolekcji. Dobrze, że niedługo zaczynamy ostry trekking, bo zmienie się w wielką lukrową krówkę.
Montevideo jest dosyć spokojnym miastem, czułam się tam wyjątkowo bezpiecznie. Ludzie sympatyczni, pomocni. Wszyscy chodzą z termosami, żeby ciągle zalewać sobie nową yerbamate. Zabawnie to wygląda, zwłaszcza przy ponad 30 stopniowym upale.
Teraz jesteśmy w Punta del Este, najbardziej turystycznym mieście w tym regionie. Prawda, ładnie tu, ale trochę jak nasz Hel. Wszyscy sa cool i pokazują ile to mają kasy. Brudni backpackerzy dosyć zabawnie tu wyglądają. My jesteśmy w najtańszym hostelu, który kosztuje nas 20 dolarów za noc w 10 osobowym pokoju. Na recepcji robilismy rezerwację, bo bez tego cena wynosiła 50 dolarów haha.
Poplażowaliśmy, co było średnio przyjemne przy tysiącach innych turystów i pochodziliśmy po molo. Trochę brakowało mi obcasów i sukienki, ale to może następnym razem :)
Dzisiaj przenosimy sie do La Pedrera, coś bardziej w naszym stylu, natura, pustkowie, małe miasteczko. Pewnie weźmiemy rowery i pojeździmy dookoła.
27/12/2013
bye bye Brazil
Mimo iż, Brazylia nie była planowana, to spędzilismy w niej 2,5 tygodnia i podsumowując bardzo się cieszę, że przynajmniej kawałeczek tego pięknego i ciekawego kraju udało nam się zwiedzić.
Podsumowując: Brazylia jest dosyć wymagającym państwem do zwiedzania. Znajomość języka hiszpańskiego (jeżeli nie portugalskiego jest jak najbardziej wskazana). Ceny dosyć wysokie. Zwłaszcza w terminie swiąteczno - noworocznym. Odległości mega duże, więc i podróże autobusem bardzo drogie i niestety również bardzo męczące. Połączenia lotnicze są w bardzo przystępnych cenach, jeżeli wykupione z wyprzedzeniem. My nie chcieliśmy się ograniczać i postanowilismy "ryzykować z autobusami".
Brazylia również nas polubiła, bo wydostanie się do Urugwaju zajęło nam kolejne 24h :)
udało nam sie zdobyć bilet z Florianopolis do Porto Alegre na 25. grudnia. Troszkę się zdziwiliśmy, jak się okazało w Porto Alegre, że kolejne polaczenie do Montevideo jest dopiero na 1.stycznia 2014.
Koniec języka za przewodnika i udało nam się znaleźć bilet do Santana do Livramento, małego miasteczka na granicy z Urugwajem.
O 6 rano wysiedliśmy z autobusu i podpytujac lokalnych (chyba nie widzieli tu wcześniej zbyt wielu turystów) dowiedzieliśmy się gdzie jest dworzec autobusowy w Urugwaju. Szkoda, że nikt nam nie powiedział gdzie jest granica :) po paru godzinach spaceru w tą i z powrotem bez stempla udało nam się w końcu złapać autobus do Montevideo. Zabawne jest to, że odleglość od "końca" Brazylii do "początku" Urugwaju to jakieś 4 kilometry i w sumie to nie wiadomo gdzie się jest. Napisy i po hiszpańsku i portugalsku, mieszkańcy mili i wszędzie yerba mate. Ale jesteśmy, cali i zdrowi w Montevideo.
Jutro zwiedzanie czas zacząć :)
Podsumowując: Brazylia jest dosyć wymagającym państwem do zwiedzania. Znajomość języka hiszpańskiego (jeżeli nie portugalskiego jest jak najbardziej wskazana). Ceny dosyć wysokie. Zwłaszcza w terminie swiąteczno - noworocznym. Odległości mega duże, więc i podróże autobusem bardzo drogie i niestety również bardzo męczące. Połączenia lotnicze są w bardzo przystępnych cenach, jeżeli wykupione z wyprzedzeniem. My nie chcieliśmy się ograniczać i postanowilismy "ryzykować z autobusami".
Brazylia również nas polubiła, bo wydostanie się do Urugwaju zajęło nam kolejne 24h :)
udało nam sie zdobyć bilet z Florianopolis do Porto Alegre na 25. grudnia. Troszkę się zdziwiliśmy, jak się okazało w Porto Alegre, że kolejne polaczenie do Montevideo jest dopiero na 1.stycznia 2014.
Koniec języka za przewodnika i udało nam się znaleźć bilet do Santana do Livramento, małego miasteczka na granicy z Urugwajem.
O 6 rano wysiedliśmy z autobusu i podpytujac lokalnych (chyba nie widzieli tu wcześniej zbyt wielu turystów) dowiedzieliśmy się gdzie jest dworzec autobusowy w Urugwaju. Szkoda, że nikt nam nie powiedział gdzie jest granica :) po paru godzinach spaceru w tą i z powrotem bez stempla udało nam się w końcu złapać autobus do Montevideo. Zabawne jest to, że odleglość od "końca" Brazylii do "początku" Urugwaju to jakieś 4 kilometry i w sumie to nie wiadomo gdzie się jest. Napisy i po hiszpańsku i portugalsku, mieszkańcy mili i wszędzie yerba mate. Ale jesteśmy, cali i zdrowi w Montevideo.
Jutro zwiedzanie czas zacząć :)
Subscribe to:
Posts (Atom)

